nie mam ochoty nic tu pisać, co uważam za baaardzo dobry znak. 

Zjadam czterolistne koniczynki, w których zawsze jest cząstka Zosi. Zosia przepływa przez cały organizm wypłukując z niego ogromne pokłady destrukcyjnej empatii, czynnika zapalnego wielkiej mózgowomelancholijnej bomby. I jest dobrze- spokój, cisza, aż Zosia zaśnie i pozwoli empatii wypłynąć na wierzch.

Pan dziadek-android, Zagubieni w czasie i przestrzeni, psoogrodnikowatość. 
Najlepiej.